„…Zwalczaj atomizację naszego społeczeństwa. Zrozum sam i wpajaj w innych przekonanie, że Polska to nie kilkadziesiąt milionów <<sobiepanów>>, ale wielki Naród, mający wspólne cele i wspólne obowiązki wobec historii, że dolą i niedolą jesteśmy związani na śmierć i życie,że zbrodnią jest reagować na nieszczęście dopiero wtedy, gdy się samemu zostanie zagrożonym.

Zwalczaj fałszywe społeczeństwo, manię wiecowania, dysput, rozszczepiania włosa na czworo, <<liberum veto>>. Nie poddawaj się wilkom w owczej skórze: chorym psychicznie histerykom, <<wodzom>>. Broń w życiu społecznym praw rozumu, z zasady bądź nieufny wobec wszelkich prądów antyintelektualnych, nie daj się porwać mętnym teoriom metafizycznym <<made (przeważnie) in Germany>>, w filozoficznej kuchni niemieckiej wypiekanym..

Bądź czynnikiem zgody, czynnikiem dobrze pojętego kompromisu. Całkowitej nieustępliwości, izolacjonizmu, niechęci do współpracy i porozumienia z przeciwnikiem nie uważaj za cnotę stałości. Dopatruj się w tym raczej ciasnoty umysłowej i zbadaj, czy nie kryje się tam na dnie zła wola. Ale nim tej pewności nie nabierzesz – nie rzucaj oskarżeń na wiatr, bo postąpisz niegodziwie, będziesz śmieszny i mały.

Dbaj o czystą atmosferę i o <<fair play>>. Wzbudzaj u siebie i u innych obrzydzenie do podstępu dywersji, machiawelizmu i szantażu.

[...] Nie potępiaj i nie gloryfikuj pochopnie ludzi. Staraj się wpływać, aby środki dyspozycyjne dostawały się tylko ludziom rozumnym i uczciwym. Zdobywaj kwalifikacje polityczne i żądaj legitymowania się nimi od tych, którzy pragną czynnie działać. Pamiętaj, że co innego jest wiedzieć po chrześcijańsku w człowieku brata,a co innego powierzać mu bez zastanowienia ster ważnych spraw.

Pracuj nad wprowadzaniem do polityki zasad moralności: głoś, że nie tylko <<racja stanu>> decyduje o dopuszczalności czynu, że są jeszcze zasady. Tylko wtedy nabierze nasza historia prawdziwego rozmachu, gdy wyzbędziemy się przekonania, że małoduszna przebiegłość może zastąpić brak istotnych wartości, że blichtr i pozór pokryje jakoś coś niewypracowanego, nieprzemyślanego, niepełnego.

Bądź pionierem uczciwości i konsekwencji.”

Władysław Bartoszewski

Podobno szczęśliwi czasu nie liczą, a my ciągle odliczamy czas pozostały do spotkania, liczbę spędzanych ze sobą godzin, a przede wszystkim liczymy na siebie. Wszakże trudno czasami się nam dogadać, ale jak to mówią chłopaki z „jotpe” – damy radę. Rzecz jasna na 100%, bo 50 już dawno osiągnęliśmy. Ostatni wspólny, grudniowy pobyt nauczył nas bliskości w każdym znaczeniu tego słowa. Trzeba jeszcze tylko przetrenować ruszanie dupy z domu, na kolejny spacer koło huty, na denkow i do samej kamiennej, a później już tylko park, miasto z rynkiem, tona uśmiechu, zaś denkow z łysym cmentarzem, i znów mega dużo uśmiechu, i pozitiv vibration. Mimo stale powiększającego się zimna, herbata w dużych kubkach daję radę, a na zmarznięte stopy, mamy gorące noce i rozgrzane poranki. Cała ta otoczka składa się na nasze wspólne bytowanie. Generalnie, to stopy aluminium, czyli siluminy som chujowe, ale już te noce gorące (aha-aha) som zajebiste. Polecamy ogólnie, dobre rzeczy to som. Szkoła Otwartego Myślenia (som) to jak przystało na pożądną uczelnię testy starcia dwóch osobowości i tarcia dwóch ciał. Wszelkie szczegóły zostaną popełnione w najbliższym czasie tj. 27 grudnia AD. No, ale dość o szkołach. Przeca to budzie koniec roku, czytaj święty spokój, daleko od domu, i dobrze. Znaczy, zależy jakie kto ma pojęcie domu owego, rodzinnego. Podsumowując zdarzyło nam się spotkać poraz kolejny. Doświadczyć obcowania od otwarcia powiek, aż do ich ponownego zamknięcia. Setki godzin, tysiące minut, miliony sekund, a wszystko to z miłości. To tylko ino brzmi jak lafstory, pamiętajcie, że pańskie oko, konia tuczy, o!

W dniu dzisiejszym opowiemy sobie o polowaniu, na królika. Od zawsze lubiłem te zwierzaki, przykładem może być mój idol z czasów młodzieńczych, królik Bugs. Do dzisiaj zdarza mi się użyć zwrotu “Co jest doktorku?”. Z panną mą ganiamy sobie tego królika już jakiś czas i powiem wam, że jest to, ni mniej, ni więcej – zajebiste. Tak po prostu. Nic dodać, nic ująć.

Tak zmieniając temat. Od jakiegoś czasu sobie słucham Kultu dużo, i trochę innej muzyki. Praktyki zakończone, z oceną bdb, co cieszy. Czytanie książek jakoś na tor boczny odsunięte, powróciło do łask za to kilka seriali.

Tak na dobranoc:   .

Szkoda, że już nie ma takich dobranocek. Good night and good luck! : )

54 godziny, 3240 minut, 199400 sekund. Tak od końca jakby zaczynając. Od środka wystarczy powiedzieć – kocham Cię, ale teraz to za mało. Trzeba wspomnieć o iskrzeniu spojrzenia, dłoniach, które nie mogły się sobą nacieszyć i biegały non stop, o uśmiechu, wspólnym oddychaniu, o Tobie, i o mnie.

Chcę, wiesz, że chcę? Oboje teraz mamy pewność, i oboje gotowi jesteśmy biec chociażby do samych Chin, byle razem. Gotowi jesteśmy gonić tego królika do końca świata, i nawet jeden owsiakowy dzień dłużej. Wszystko w kolorach istnej tęczy, nawet z leprechaun’em i jego garnkiem złota na jej końcu.

Słów mi w moim wyszczekanym pysku brakowało na stanowisku nr 9, na którym lampa przygasała i migała. Już nie miga, ale stanowisko nasze. Ławka w parku nasza, pizzeria nasza, ławka nad targowicą nasza, serca, dłonie, myśli, usta, uśmiechy, ciepło – wszystko nasze!

DSC00030

Bim bom, ba bim bom..

Sporo czasu mnie tutaj nie było, 23 dni dokładnie. 3 tygodnie praktyk za mną, organizm dał radę się przyzwyczaić do wstawania o 5 rano, już mnie to nawet nie męczy. Męczy mnie jesień, kłótnie i bezsensowne podejście ludzi do ich własnego światopoglądu.

10 października, czyli w moje urodziny, byłem sobie na koncercie ZPiT KULT w Gdańsku. Podziękowania jeszcze raz dla Kazelota za bycie “pilotem” całego wypadu. Sam koncert można podsumować wymownym cytatem: “Jak było? – Jak na Kulcie”. W skrócie – 35 kawałków, 3 godziny mocy, na sam koniec nie miałem sił zawlec dupy do Oli, na after, który w swoim założeniu trwać miał do max 5 rano, trwał do 10tej. Spania zero, zapierdalanie na pociąg kolejką, narażanie się mamie Kazelota, przelot przez Gdańsk, i po co? Po to, żeby usłyszeć, że pociąg opóźniony 30 minut. PKP ftw. Tak w skrócie.

Jeżdżąc sobie do Bydgoszczy autobusem relacji “Grudziądz – Bydgoszcz” (analogicznie do Świecia autobusem relacji “Bydgoszcz – Grudziądz”), zaobserwować można jak bardzo różnią się ludzie. 15 dni roboczych, to 30 przejazdów + tramwaje. Sytuacja z dzisiaj. Wsiada sobie starsza pani, blisko 80tki, miejsc siedzących brak, siedzi natomiast sobie człek, na oko 29-30 latek. Dupy nie podniósł, musiałem sam skakać przez barierki z przodu, bo jaśniepan musiał sobie gazetę przeczytać, złamas jeden. (Nie mówię, że zrobiłem to z wielką łaską, czy coś, dla mnie to normalne, ale ciężko było mi się wydostać z siedzenia).

Bim bom, ba bim bom..

Dzisiejszy dzień ssie. Mocno dość, no ale “wsyp mnie do ziemi, stąd przyjechałem”. Nostalgia jesienna dopada mję co roku od lat 4rech, tym razem nie jest inaczej. Doliczając do tego czynniki tzw. “wkurwieniotwórcze” doliczyć można się mnogości takich sytuacji.

Co do muzyki, książek, filmów i innych, w istocie, kulturnych rzeczy. Przeczytałem sobie w międzyczasie “Żmiję” Sapkowskiego. Takie to rozrośnięte opowiadanie, ale dobrze się czyta. Niedługo pewno zatoczę koło, i zabiorę się za Wiedźmina, nie pamiętam już który raz. Z muzyki – KULT, “Tata Kazika”, “Tata 2″, i “HURRA!”. Nad pierwszymi dwiema nie trzeba się zbytnio rozwodzić, bo się bronią same. “HURRA!” już nie bardzo. Inaczej rzecz ujmując – płyta broni się, jako tako, ale jest się do czego przyczepić. Plusem jest to, że po włączeniu sobie jej zaraz po “Poligono Industrial” zauważyć można duże przewietrzenie muzyki. Nie ma ogromnej ilości delay’u, sampli, czy czego tam jeszcze można było słyszeć na PI. Jest 2x szybciej około, co cieszy ucho, płyta ogółem na plus, choć nie cała. Minusami są kawałki w stylu “Nie mamy szans”. Ni w dupę, ni w oko, jak to się mówi po chłopsku. Filmów za wiele nie oglądałem, praktycznie rzecz biorąc żadnego. Seriale = Dex, House, Californication.

Bim bom, ba bim bom..

[ ŚMIERĆ POETY!]

“Co miałem? Dwadzieścia trzy lata i doświadczenie stulatka… Niby spore, ale przyszłość pokazała, że można więcej…”

Władysław Bartoszewski

W sumie, to najprawdziwsza prawda jest, z tych prawdziwych. Odnosi się do każdego z nas, do mnie też. Nie wywyższam się w żaden sposób, bo to jest raczej próżniacze, czy też po prostu idiotyczne.

Życie codziennie pokazuje, że można więcej. Można więcej, mocniej, bardziej. Uwierzcie, można. I ja też, więcej, mocniej, bardziej.

Rzadko biorę się za ocenianie płyty po jednym przesłuchaniu. Dziś jest inaczej. Dziś przesłuchałem nowy album niejakiego L.U.C’a. Płyta nosi tytuł “39-89 / Zrozumieć Polskę”.

Nie ma tutaj rapu, jako takiego. Są sample, z audycji radiowych czasów wojny, piosenki z lat 60tych, w końcu przemówienie Jana Pawła II, i zaprzysiężenie Lecha Wałęsy na prezydenta, a wszystkie one połączone z beatem, bądź też inną nieco muzyką. Taki kolaż, ale poraziło mnie to. Minimum słów – maximum przekazu.

Odliczanie – stop!

Nie cierpię ludzi nadgorliwych. Po prostu – nie lubię. Takich, którzy się chwalą, a potem są przeze mnie osobiście gaszeni też nie lubię, bo i po co kogoś gasić. Lepiej zapobiegać, niż leczyć, jako rzecze każdy doktor. Pierwszy zjazd w szkole zaliczony, i już widać, że z dwóch grup zrobi się jedna, i na to stawiam dychę. Nie jest tak źle, trochę nudno czasami, no ale to szkoła, tam się nie chodzi dla zabawy, a dla kwitu.

“The Beatles – Sami o sobie – Antologia” – zmęczone. Autentycznie zmęczone, bo ciężkie do czytania bardziej niż Pan Tadeusz, czy reszta romantycznych cudactw. Ogółem The Beatles da się lubić, tylko trzeba było (w moim przypadku) zaznajomić się z historią, ogólnym pojęciem nurtu “beatlemanii” i prostoty muzyki. Dobry band, dobry mjuzik.

Czasami jest tak, że człowiek nie ma na coś wpływu. Ba, częściej go nie ma, niż go ma. (Stylistyka zawsze była moją mocną stroną). Człowiek to taki typ zwierza, który zaskakiwany być nie lubi, i czasami coś go zaboli. Trochę pokłuje, trochę powkurwia, i powinno przejść. Pamiętać trzeba, że szczera rozmowa boleć nie musi, i drzeć się przy niej nie trzeba. Niestety, jak się patrzy po świecie dzisiejszym, to wszystko jest wtórne, aż do przesady. Łóżkowe afery polityków, wojny, bieda, wszystko to samo, tylko cywilizacja w inną stronę idzie, rozwija się znaczy.

W dniu dzisiejszym szczęśliwym numerkiem dla mnie i mojej lepszej połowy jest liczba dwajśćia i cztery. ; *

Jednakowoż mamy wrzesień, po babcinemu pajęcznik. Wakacje końca dobiegły, i od piątku do szkoły, na godzinę niecodzienną, bo 15tą. Ciężko się będzie przestawić po 13 latach trybu uczenia w stylu “poniedziałek-piątek” na tryb “łikend”. Jesień niedługo, pewno znów czas na słuchanie namiętnie Nirvany (jak co roku) nadejdzie. Jesień to zło, nie lubię jej. Wolę zimę. Od maja umilam sobie zbyt dużą ilość wolnego czasu pogrywaniem w Team Fortress 2 – zacna rzecz. Poznać miłych i mądrych ludzi można, oczywiście oddzielając wpierw ziarno od plewu.

Beatlesi wcale nie są tacy źli, jak ich sobie sam malowałem, i przyznaje się do tego otwarcie. Lekkie, łatwe w słuchaniu, przyjemne, taka odskocznia od wszystkiego. Pogląd mi się wyrobił, że jeśli chodzi o muzykę rockową, to angielskie zespoły wiodą prym w tym wszystkim. I nie chodzi mi tutaj o jakieś kapele w stylu Iron Maiden, czy jakieś inne, ale o Beatlesów właśnie, czy Pink Floyd.

Katuję “The Beatles – Antologia – Sami o sobie”. Kobyła straszna, format A3, 300 stron. Prawdę mówiąc męczę to strasznie, i jest kilka książek ciekawszych do przeczytania, ale jak się już za to zabrałem, to skończę, bo później w ogóle tego nie ruszę. 9 września EMPiK ma wysłać do mnie nowy singiel Kultu – Marysia, oby nie było spóźnień, gdyż, jak śpiewa Dr Yry – “jak się wkurwię, to kiepszczaków napierdolę!”

Kiedy będę stary i zacznę tracić włosy,
Za wiele lat.
Czy będziesz ciągle wysyłać mi Walentynkę,
Urodzinowe życzenia, butelkę wina.
Gdy wyjdę na kwadrans,
Czy zamkniesz drzwi.
Czy będziesz mnie ciągle potrzebowała, czy będziesz mnie ciągle karmiła,
Kiedy będę miał 64 lata.
Ty też będziesz starsza,
I gdy powiesz słowo będę mógł zostać z tobą.
Mogę być pod ręką by naprawić korki,
Kiedy wysiądzie światło.
Możesz uszyć sweter przy kominku,
W niedzielę rano iść pojeździć,
Posprzątać w ogrodzie, zasadzić nasiona.
Kto mógłby prosić o więcej.
Czy będziesz mnie ciągle potrzebowała, czy będziesz mnie ciągle karmiła,
Kiedy będę miał 64 lata.
Każdego lata będziemy mogli wynająć dom na wyspie Wight,
Czy to za dużo kochanie.
Powinniśmy oszczędzać.
Nasze wnuki będą siadać na twych kolanach,
Vera, Chuck i Dave.
Wyślij mi kartkę, skrobnij kilka słów.
Pokazując punkty widzenia.
Sprecyzuj dokładnie co masz zamiar powiedzieć.
Twój szczerze ci oddany marnieje.
Daj mi swą odpowiedź wypełnioną w formie.
Moja na zawsze.
Czy będziesz mnie ciągle potrzebowała, czy będziesz mnie ciągle karmiła,
Kiedy będę miał 64 lata.

________________

To tak w odniesieniu do Beatlesów. : )