W dniu dzisiejszym opowiemy sobie o polowaniu, na królika. Od zawsze lubiłem te zwierzaki, przykładem może być mój idol z czasów młodzieńczych, królik Bugs. Do dzisiaj zdarza mi się użyć zwrotu “Co jest doktorku?”. Z panną mą ganiamy sobie tego królika już jakiś czas i powiem wam, że jest to, ni mniej, ni więcej – zajebiste. Tak po prostu. Nic dodać, nic ująć.

Tak zmieniając temat. Od jakiegoś czasu sobie słucham Kultu dużo, i trochę innej muzyki. Praktyki zakończone, z oceną bdb, co cieszy. Czytanie książek jakoś na tor boczny odsunięte, powróciło do łask za to kilka seriali.

Tak na dobranoc:   .

Szkoda, że już nie ma takich dobranocek. Good night and good luck! : )

54 godziny, 3240 minut, 199400 sekund. Tak od końca jakby zaczynając. Od środka wystarczy powiedzieć – kocham Cię, ale teraz to za mało. Trzeba wspomnieć o iskrzeniu spojrzenia, dłoniach, które nie mogły się sobą nacieszyć i biegały non stop, o uśmiechu, wspólnym oddychaniu, o Tobie, i o mnie.

Chcę, wiesz, że chcę? Oboje teraz mamy pewność, i oboje gotowi jesteśmy biec chociażby do samych Chin, byle razem. Gotowi jesteśmy gonić tego królika do końca świata, i nawet jeden owsiakowy dzień dłużej. Wszystko w kolorach istnej tęczy, nawet z leprechaun’em i jego garnkiem złota na jej końcu.

Słów mi w moim wyszczekanym pysku brakowało na stanowisku nr 9, na którym lampa przygasała i migała. Już nie miga, ale stanowisko nasze. Ławka w parku nasza, pizzeria nasza, ławka nad targowicą nasza, serca, dłonie, myśli, usta, uśmiechy, ciepło – wszystko nasze!

DSC00030

Bim bom, ba bim bom..

Sporo czasu mnie tutaj nie było, 23 dni dokładnie. 3 tygodnie praktyk za mną, organizm dał radę się przyzwyczaić do wstawania o 5 rano, już mnie to nawet nie męczy. Męczy mnie jesień, kłótnie i bezsensowne podejście ludzi do ich własnego światopoglądu.

10 października, czyli w moje urodziny, byłem sobie na koncercie ZPiT KULT w Gdańsku. Podziękowania jeszcze raz dla Kazelota za bycie “pilotem” całego wypadu. Sam koncert można podsumować wymownym cytatem: “Jak było? – Jak na Kulcie”. W skrócie – 35 kawałków, 3 godziny mocy, na sam koniec nie miałem sił zawlec dupy do Oli, na after, który w swoim założeniu trwać miał do max 5 rano, trwał do 10tej. Spania zero, zapierdalanie na pociąg kolejką, narażanie się mamie Kazelota, przelot przez Gdańsk, i po co? Po to, żeby usłyszeć, że pociąg opóźniony 30 minut. PKP ftw. Tak w skrócie.

Jeżdżąc sobie do Bydgoszczy autobusem relacji “Grudziądz – Bydgoszcz” (analogicznie do Świecia autobusem relacji “Bydgoszcz – Grudziądz”), zaobserwować można jak bardzo różnią się ludzie. 15 dni roboczych, to 30 przejazdów + tramwaje. Sytuacja z dzisiaj. Wsiada sobie starsza pani, blisko 80tki, miejsc siedzących brak, siedzi natomiast sobie człek, na oko 29-30 latek. Dupy nie podniósł, musiałem sam skakać przez barierki z przodu, bo jaśniepan musiał sobie gazetę przeczytać, złamas jeden. (Nie mówię, że zrobiłem to z wielką łaską, czy coś, dla mnie to normalne, ale ciężko było mi się wydostać z siedzenia).

Bim bom, ba bim bom..

Dzisiejszy dzień ssie. Mocno dość, no ale “wsyp mnie do ziemi, stąd przyjechałem”. Nostalgia jesienna dopada mję co roku od lat 4rech, tym razem nie jest inaczej. Doliczając do tego czynniki tzw. “wkurwieniotwórcze” doliczyć można się mnogości takich sytuacji.

Co do muzyki, książek, filmów i innych, w istocie, kulturnych rzeczy. Przeczytałem sobie w międzyczasie “Żmiję” Sapkowskiego. Takie to rozrośnięte opowiadanie, ale dobrze się czyta. Niedługo pewno zatoczę koło, i zabiorę się za Wiedźmina, nie pamiętam już który raz. Z muzyki – KULT, “Tata Kazika”, “Tata 2″, i “HURRA!”. Nad pierwszymi dwiema nie trzeba się zbytnio rozwodzić, bo się bronią same. “HURRA!” już nie bardzo. Inaczej rzecz ujmując – płyta broni się, jako tako, ale jest się do czego przyczepić. Plusem jest to, że po włączeniu sobie jej zaraz po “Poligono Industrial” zauważyć można duże przewietrzenie muzyki. Nie ma ogromnej ilości delay’u, sampli, czy czego tam jeszcze można było słyszeć na PI. Jest 2x szybciej około, co cieszy ucho, płyta ogółem na plus, choć nie cała. Minusami są kawałki w stylu “Nie mamy szans”. Ni w dupę, ni w oko, jak to się mówi po chłopsku. Filmów za wiele nie oglądałem, praktycznie rzecz biorąc żadnego. Seriale = Dex, House, Californication.

Bim bom, ba bim bom..

[ ŚMIERĆ POETY!]

“Co miałem? Dwadzieścia trzy lata i doświadczenie stulatka… Niby spore, ale przyszłość pokazała, że można więcej…”

Władysław Bartoszewski

W sumie, to najprawdziwsza prawda jest, z tych prawdziwych. Odnosi się do każdego z nas, do mnie też. Nie wywyższam się w żaden sposób, bo to jest raczej próżniacze, czy też po prostu idiotyczne.

Życie codziennie pokazuje, że można więcej. Można więcej, mocniej, bardziej. Uwierzcie, można. I ja też, więcej, mocniej, bardziej.

Pieśń Jacka Kaczmarskiego, śpiewana, jak On sam mówił za niejakim Davem van Ronkiem (śpiewak folkowy z USA) była tutaj przywoływana kilka razy. I dziś jest przypominana po raz kolejny. Zwie się “Przy ołtarzu baru”. Nie piję (pewnie to dobrze, pewnie źle) – w to sobie nie pójdę, bo nie mam zwyczaju. Ja, jako i Jac, “błogosławie zło, na ekranie niebieskim, mój intymny kontakt z istotą gatunku – widzę i osądzam jak stwórcy namiestnik taniec śmierci, zdrady, gwałtu i rabunku”. Podczerwień sumienia u mnie działa z siłą dziwnie zatrważającą, mianowicie następuje paraliż jakichkolwiek ludzkich uczuć wyższego rzędu na jakiś czas. Czas na “Autoportret Witkacego”. Taaa..

“Jestem od dziś na odwyku, więc to nie od narkotyków mam czerwone oczy doświadczalnych królików”. Nie lubię sobie substytutów czegokolwiek robić, nie lubię tracić, cokolwiek lub ktokolwiek by to nie był. Nikt tego nie lubi. Ja nigdy nie byłem, i nie będę wyjątkowy w tej, i w innych materiach. Dziwnie takie coś na mnie działa, myśli się bardzo kategorycznie, krótko i treściwie. “Drażliwym jest jak membrana [...]trzęsę się jak śledziona z węgorza wyrwana.” Skoro już tak sobie kolaż robimy z twórczości Kaczmarskiego, to i cześć trzeba dać polskim oficerom, “Balladą wrześniową”, tak w międzyczasie.

Jak to mawiał mój Padre – “zaś dupa fircyś, i a piać na nowo”. Rękawy trza zakasać, iść skopać parę dup i szukać. Czego szukać? PRAWDY SZUKAĆ! W tym pierdolonym ludzkim tłumie szukać egzemplarzy, które są w jakiś sposób inne, spotykając na drodze, w sklepie, w myślach. Prawdę powiedziawszy, to już któryś z kolei mój “blogasek” i tutaj zagrzałem miejsce najdłużej. Wyrosłem z infantylnych złudzeń, bo życie dupsko kopie, a ja znów gryzę glebę własnych porażek. Pisać można, że widzę wszystko w czarnych barwach, i w białych czasami. No nic, wkurwiony zagryzam wargi, zaciskam ręce, i idę dalej. Na tym polega życie.

To tak na dobranoc.

Rzadko biorę się za ocenianie płyty po jednym przesłuchaniu. Dziś jest inaczej. Dziś przesłuchałem nowy album niejakiego L.U.C’a. Płyta nosi tytuł “39-89 / Zrozumieć Polskę”.

Nie ma tutaj rapu, jako takiego. Są sample, z audycji radiowych czasów wojny, piosenki z lat 60tych, w końcu przemówienie Jana Pawła II, i zaprzysiężenie Lecha Wałęsy na prezydenta, a wszystkie one połączone z beatem, bądź też inną nieco muzyką. Taki kolaż, ale poraziło mnie to. Minimum słów – maximum przekazu.

Odliczanie – stop!

Nie cierpię ludzi nadgorliwych. Po prostu – nie lubię. Takich, którzy się chwalą, a potem są przeze mnie osobiście gaszeni też nie lubię, bo i po co kogoś gasić. Lepiej zapobiegać, niż leczyć, jako rzecze każdy doktor. Pierwszy zjazd w szkole zaliczony, i już widać, że z dwóch grup zrobi się jedna, i na to stawiam dychę. Nie jest tak źle, trochę nudno czasami, no ale to szkoła, tam się nie chodzi dla zabawy, a dla kwitu.

“The Beatles – Sami o sobie – Antologia” – zmęczone. Autentycznie zmęczone, bo ciężkie do czytania bardziej niż Pan Tadeusz, czy reszta romantycznych cudactw. Ogółem The Beatles da się lubić, tylko trzeba było (w moim przypadku) zaznajomić się z historią, ogólnym pojęciem nurtu “beatlemanii” i prostoty muzyki. Dobry band, dobry mjuzik.

Czasami jest tak, że człowiek nie ma na coś wpływu. Ba, częściej go nie ma, niż go ma. (Stylistyka zawsze była moją mocną stroną). Człowiek to taki typ zwierza, który zaskakiwany być nie lubi, i czasami coś go zaboli. Trochę pokłuje, trochę powkurwia, i powinno przejść. Pamiętać trzeba, że szczera rozmowa boleć nie musi, i drzeć się przy niej nie trzeba. Niestety, jak się patrzy po świecie dzisiejszym, to wszystko jest wtórne, aż do przesady. Łóżkowe afery polityków, wojny, bieda, wszystko to samo, tylko cywilizacja w inną stronę idzie, rozwija się znaczy.

W dniu dzisiejszym szczęśliwym numerkiem dla mnie i mojej lepszej połowy jest liczba dwajśćia i cztery. ; *

Jednakowoż mamy wrzesień, po babcinemu pajęcznik. Wakacje końca dobiegły, i od piątku do szkoły, na godzinę niecodzienną, bo 15tą. Ciężko się będzie przestawić po 13 latach trybu uczenia w stylu “poniedziałek-piątek” na tryb “łikend”. Jesień niedługo, pewno znów czas na słuchanie namiętnie Nirvany (jak co roku) nadejdzie. Jesień to zło, nie lubię jej. Wolę zimę. Od maja umilam sobie zbyt dużą ilość wolnego czasu pogrywaniem w Team Fortress 2 – zacna rzecz. Poznać miłych i mądrych ludzi można, oczywiście oddzielając wpierw ziarno od plewu.

Beatlesi wcale nie są tacy źli, jak ich sobie sam malowałem, i przyznaje się do tego otwarcie. Lekkie, łatwe w słuchaniu, przyjemne, taka odskocznia od wszystkiego. Pogląd mi się wyrobił, że jeśli chodzi o muzykę rockową, to angielskie zespoły wiodą prym w tym wszystkim. I nie chodzi mi tutaj o jakieś kapele w stylu Iron Maiden, czy jakieś inne, ale o Beatlesów właśnie, czy Pink Floyd.

Katuję “The Beatles – Antologia – Sami o sobie”. Kobyła straszna, format A3, 300 stron. Prawdę mówiąc męczę to strasznie, i jest kilka książek ciekawszych do przeczytania, ale jak się już za to zabrałem, to skończę, bo później w ogóle tego nie ruszę. 9 września EMPiK ma wysłać do mnie nowy singiel Kultu – Marysia, oby nie było spóźnień, gdyż, jak śpiewa Dr Yry – “jak się wkurwię, to kiepszczaków napierdolę!”

Kiedy będę stary i zacznę tracić włosy,
Za wiele lat.
Czy będziesz ciągle wysyłać mi Walentynkę,
Urodzinowe życzenia, butelkę wina.
Gdy wyjdę na kwadrans,
Czy zamkniesz drzwi.
Czy będziesz mnie ciągle potrzebowała, czy będziesz mnie ciągle karmiła,
Kiedy będę miał 64 lata.
Ty też będziesz starsza,
I gdy powiesz słowo będę mógł zostać z tobą.
Mogę być pod ręką by naprawić korki,
Kiedy wysiądzie światło.
Możesz uszyć sweter przy kominku,
W niedzielę rano iść pojeździć,
Posprzątać w ogrodzie, zasadzić nasiona.
Kto mógłby prosić o więcej.
Czy będziesz mnie ciągle potrzebowała, czy będziesz mnie ciągle karmiła,
Kiedy będę miał 64 lata.
Każdego lata będziemy mogli wynająć dom na wyspie Wight,
Czy to za dużo kochanie.
Powinniśmy oszczędzać.
Nasze wnuki będą siadać na twych kolanach,
Vera, Chuck i Dave.
Wyślij mi kartkę, skrobnij kilka słów.
Pokazując punkty widzenia.
Sprecyzuj dokładnie co masz zamiar powiedzieć.
Twój szczerze ci oddany marnieje.
Daj mi swą odpowiedź wypełnioną w formie.
Moja na zawsze.
Czy będziesz mnie ciągle potrzebowała, czy będziesz mnie ciągle karmiła,
Kiedy będę miał 64 lata.

________________

To tak w odniesieniu do Beatlesów. : )

Wpis ów dodaje ledwo siedząc na dupie i wyginając się co chwilę w jakieś dziwne pozy. Wniosek : opalanie się po 4 latach, czy 5ciu nawet jest złem, ale doświadczenia nowe jakieś będą. I nie chodzi tu o pieczenie, bo to jest pryszcz, chodzi o pierdolone swędzenie. Wysiedzieć z dupą w miejscu nie idzie, tak to działa. Akupunktura w tempie przyspieszonym. Pomijając to, co jest dość trudne, tom do BHPowego studium się zapisał, i nauki w trybie zaocznym pobierane będą.  To tyle, idę dalej boogie woogie odstawiać. Czus.