Bim bom, ba bim bom..
Sporo czasu mnie tutaj nie było, 23 dni dokładnie. 3 tygodnie praktyk za mną, organizm dał radę się przyzwyczaić do wstawania o 5 rano, już mnie to nawet nie męczy. Męczy mnie jesień, kłótnie i bezsensowne podejście ludzi do ich własnego światopoglądu.
10 października, czyli w moje urodziny, byłem sobie na koncercie ZPiT KULT w Gdańsku. Podziękowania jeszcze raz dla Kazelota za bycie “pilotem” całego wypadu. Sam koncert można podsumować wymownym cytatem: “Jak było? – Jak na Kulcie”. W skrócie – 35 kawałków, 3 godziny mocy, na sam koniec nie miałem sił zawlec dupy do Oli, na after, który w swoim założeniu trwać miał do max 5 rano, trwał do 10tej. Spania zero, zapierdalanie na pociąg kolejką, narażanie się mamie Kazelota, przelot przez Gdańsk, i po co? Po to, żeby usłyszeć, że pociąg opóźniony 30 minut. PKP ftw. Tak w skrócie.
Jeżdżąc sobie do Bydgoszczy autobusem relacji “Grudziądz – Bydgoszcz” (analogicznie do Świecia autobusem relacji “Bydgoszcz – Grudziądz”), zaobserwować można jak bardzo różnią się ludzie. 15 dni roboczych, to 30 przejazdów + tramwaje. Sytuacja z dzisiaj. Wsiada sobie starsza pani, blisko 80tki, miejsc siedzących brak, siedzi natomiast sobie człek, na oko 29-30 latek. Dupy nie podniósł, musiałem sam skakać przez barierki z przodu, bo jaśniepan musiał sobie gazetę przeczytać, złamas jeden. (Nie mówię, że zrobiłem to z wielką łaską, czy coś, dla mnie to normalne, ale ciężko było mi się wydostać z siedzenia).
Bim bom, ba bim bom..
Dzisiejszy dzień ssie. Mocno dość, no ale “wsyp mnie do ziemi, stąd przyjechałem”. Nostalgia jesienna dopada mję co roku od lat 4rech, tym razem nie jest inaczej. Doliczając do tego czynniki tzw. “wkurwieniotwórcze” doliczyć można się mnogości takich sytuacji.
Co do muzyki, książek, filmów i innych, w istocie, kulturnych rzeczy. Przeczytałem sobie w międzyczasie “Żmiję” Sapkowskiego. Takie to rozrośnięte opowiadanie, ale dobrze się czyta. Niedługo pewno zatoczę koło, i zabiorę się za Wiedźmina, nie pamiętam już który raz. Z muzyki – KULT, “Tata Kazika”, “Tata 2″, i “HURRA!”. Nad pierwszymi dwiema nie trzeba się zbytnio rozwodzić, bo się bronią same. “HURRA!” już nie bardzo. Inaczej rzecz ujmując – płyta broni się, jako tako, ale jest się do czego przyczepić. Plusem jest to, że po włączeniu sobie jej zaraz po “Poligono Industrial” zauważyć można duże przewietrzenie muzyki. Nie ma ogromnej ilości delay’u, sampli, czy czego tam jeszcze można było słyszeć na PI. Jest 2x szybciej około, co cieszy ucho, płyta ogółem na plus, choć nie cała. Minusami są kawałki w stylu “Nie mamy szans”. Ni w dupę, ni w oko, jak to się mówi po chłopsku. Filmów za wiele nie oglądałem, praktycznie rzecz biorąc żadnego. Seriale = Dex, House, Californication.
Bim bom, ba bim bom..
[ ŚMIERĆ POETY!]